Jak można by spodziewać się po córce Ateny, powinnam być gotowa do walki, mieć w głowie Plan Idealny, dziesięć planów zastępczych i zapał do zabijania gigantów. Nic bardziej mylnego. Szczerze? Byłam przerażona.
No ale czemu się dziwić? Perspektywa nadchodzącej bitwy nie była zbyt optymistyczna. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że szanowna Kamiennogęba Królowa Gaja upatrzyła sobie mnie i mojego chłopaka na idealnych dawców krwi, niezbędnej do jej powstania. To było straszne. Czasami zastanawiam się ile jeszcze w życiu przyjdzie mi się wycierpieć? A Percy'emu? A reszcie herosów? Może lepiej mi było w Tartarze. Tam nikt nie przejmował się takimi błahostkami jak życie.
Wzięłam głęboki oddech. Raz, dwa, trzy, ogarnij się Annabeth, będzie dobrze. Ruszyłam do jadalni i zastałam tam prawie całą ekipę. Brakowało tylko Leona, który pewnie gdzieś się krząta i...Piper? Przegapiła posiłek? Ostatnio ogólnie dziwnie się zachowywała. Ubierała się modnie, ale zrobiła się bardzo skryta. Nie wychodziła z kajuty i mogłabym przysiąc, że pachniała nową odżywką head&shoulders, o którą nikt o zdrowych zmysłach by jej nie podejrzewał. Będę musiała to sprawdzić...
Usiadłam przy stole i rozejrzałam się po twarzach przyjaciół. Frank i Hazel rozmawiali o czymś wesoło, a Jason z Percym nabijali się z jakiegoś obrazka. Nikt nie wydawał się bliski załamania nerwowego. Przez chwilę łudziłam się, że to wszystko to jest zły sen, a gdy otworzę drzwi, znajdę się przed domkiem szóstym w Obozie Herosów.
Szybko się otrząsnęłam. To nie pora na użalanie się nad sobą.
-Słuchajcie wszyscy. Percy nie podtapiaj proszę Jasona, Jason nie kop Percy'ego prądem. Dziękuję.
Ta uwaga wywołała salwę śmiechu wśród towarzyszy. To był taki stary żart, niemal tradycja. Wszyscy bali się, że chłopcy staną się rywalami. Tymczasem oni postanowili się zaprzyjaźnić. Cóż, to dowodzi, że przy nich po prostu nie można mieć planu, bo im i tak uda się go zniweczyć. Uśmiechnęłam się na tę myśl.
Jednak zamarłam, kiedy zorientowałam się jak blisko akropolu jesteśmy. Ze zbliżaniem się Gai, powracały wspomnienia. Achlys, Tartar, Nyks, Dom Nocy, ciemność, Klątwy, Smok... Dzięki bogom, zostałam brutalnie wyrwana z tych rozmyślań.
-Gotowa do lądowania, mądralo?
Leo szczerzył zęby zza steru, jednak w jego oczach dostrzegłam niepokój. Co on knuje?
-Ani trochę.-Odparłam. Tymczasem ziemia zaczęła zbliżać się w zastraszającym szybkim tempie.
Po krótkiej fazie niepewności "czy Leo nie rozbije nas o ziemię", wysiedliśmy prosto do Aten. Mgła Hazel ukryła Argo II przed oczami niepożądanych...istot.
Na pewno nie raz chcieliście udać się do Grecji, aby zobaczyć Akropol. To było też moje marzenie. Do teraz... Czy chcecie się zamienić? Ja będę słodkim herosem, który nadal o tym marzy, a wy będziecie kilka kroków od tego miejsca. Będziecie mogli je ujrzeć, porobić zdjęcia. Jest tylko jeden problem... tam jest Gaja. Okropna, wielka, wszechmocna. Ale na pewno sobie dacie radę, prawda? Bo jak nie wy, to kto?
Stałam na wzgórzu, a pode mną rozciągały się ruiny świątyni. Ach, wspomniałam o armii gigantów? Byli wszędzie. Gdzie nie spojrzeć olbrzym. Chodzili wśród ruin, stali na placu, poprawiali coś przy maszynach wojennych. Oprócz nich, pętało się tam pełno mniejszych potworów. W tym, ku mojej uciesze, nasza przyjaciółka Kelli. Cudownie. Znów was zaskoczę. Ja, odważna córka Ateny, która przeżyła tyle dziwnych misji, zdobyła posąg Partenos, pokonała samą Arachne i wróciła z Tartaru, miałam ochotę po prostu uciec. W duchu podziękowałam Hazel za jej magię i obiecałam sobie, ze jeśli przeżyję, oddam Hekate sporą część mojego posiłku. Niewiarygodne jak potężna stała się ta dziewczyna przez te kilka tygodni. Potrafiła ukryć cały statek przed tysiącami potworów. Potwory...to mi przypomniało, ze wciąż nie widziałam Piper. A ona w zabijaniu potworów była niezła...Gdzież ona się podziewa?
- Jaki mamy plan ? – spytała Hazel uśmiechając się szeroko, a Frank obejmował ją w pasie.
-Mogę zmienić się w smoka i ich zdmuchnąć-zaśmiał się.
- A musimy mieć plan ? Nie możemy tam, tak po prostu wparować? Percy uniósł brew, ale pokręciłam głową.
- Jeżeli chcemy przeżyć, to nie…No, chyba, że mamy jakichś samobójców.-uśmiechnęłam się lekko.- Aby dostać się na plac, musimy minąć te potwory. Jakieś pomysły? – spojrzałam po wszystkich. Na pewno któreś z nich na coś wpadło.
- Ja mogę nas ochronić magią, ale dopiero na placu. Nie dam rady teraz, to zbyt duża przestrzeń, wybaczcie. – Hazel spuściła wzrok. Tak bardzo chciała poszerzyć swoją magię.
-I tak dużo zrobiłaś, Hazel. Nikt nie ma Ci nic za złe.-Frank złożył na jej policzku delikatny pocałunek.
Pokiwałam głową krzepiąco się uśmiechając.
-Dobra. Czyli Hazel wchodzi na Akropolu. Ale wciąż nie wiemy jak się tam dostać.
Widziałam jak truli sobie tym głowę.
- A może tunele ? – rozległ się dźwięczny głos zza naszych pleców. Na kamieniu siedziała młoda dziewczyna. Albo zaczyna mi odbijać, albo to w skutek długiego przebywania poza obozem, ale, do cholery, jej tam nie było.
- Kim jesteś ? – spytałam podejrzliwie. Gaja już wiele razy próbowała na nas swoich sztuczek, a ona mogła być jej służącą. Dziewczyna była w naszym wieku, na oko miała może 16- 17 lat. Była ubrana w zielony t-shirt i czarne rurki i conersy. Rude włosy związała w kok, z którego uciekało kilka kosmyków, a jej niebieskie oczy spoglądały na nas ze smutkiem.
- Mam na imię Tanaida. Jestem tutejszą Nimfą, Chcę wam pomóc. obserwowałam was przez jakiś czas i...
- Ale dlaczego mamy Ci uwierzyć? Czego chcesz w zamian? – spytał Percy. Jednocześnie dał dyskretny znak Piper, która nie wiadomo kiedy się tu pojawiła. Chyba jednak mam omamy.
- Czy chcesz nas zabić? Jakie masz plany? Kto Cię przysłał? Mów prawdę. – w ostatnie słowo córka Afrodyty włożyła całą swoją moc.
Oczy dziewczyny stanęły w słup.
- Nie chcę was zabić. Znam te tunele, bo mieszkam tu od urodzenia. Chcę was bezpiecznie przeprowadzić. Nikt mnie nie przysłał, jednak dwoje z was pomogło kiedyś mojej siostrze, Echo. Czuję się wobec was zobowiązana. – odparła dziewczyna, a ja po chwili zastanowienia skinęłam głową, zgadzając się na jej propozycję.
Zaprosiliśmy ją na pokład Argo II.
-Czy macie coś do jedzenia?-spytała. Dopiero wtedy rzuciło mi się w oczy, że dziewczyna była strasznie chuda. Obojczyki, kości policzkowe i ramiona były wyraźnie widoczne, a materiał delikatnej sukienki zwisał na niej luźno.
- A co byś chciała ? – Piper wyjęła róg obfitości.
- Arbuzy ! Kocham arbuzy ! – Ruda uśmiechnęła się, a po chwili w ręce trzymała wielki kawałek owocu. Zjadła go w ciągu kilku setnych sekundy i oblizywała palce. Nie, żeby przeszkadzało jej to w mówieniu. – Co zrobicie gdy was przeprowadzę? Musicie mieć jakiś plan dalej…
- Tanaida ma rację, nie możemy tak po prostu pojawić się na placu. – odparłam, a córka Afrodyty uniosła rękę jak w przedszkolu – Tak McLean?
W chwili, gdy wypowiedziałam jej nazwisko, stało się coś dziwnego. Nasza przyjaciółka zapatrzyła się w jeden punkt, na jej czole pojawiły się kropelki potu. Wyglądała, jakby walczyła sama ze sobą. Po chwili jednak otrząsnęła się.
- Mam pewien pomysł… Tam jest pełno gigantów… Hazel mogłaby Franka, Jasona i Percy’ego przemienić w gigantów, a my byłybyśmy ofiarami. Nikt nie zwróciłby na nich uwagi, bo wszyscy szukają ciebie Annabeth – Trawiłam jej słowa. Miała rację, niestety.
- Tak… to dobry pomysł – skinęłam głową z trudem powstrzymując Percy’ego przed protestem. Konkretnie musiałam kopnąć go w kostkę. Siedemnaście razy. W końcu zrezygnował. Wyszliśmy ze statku. Nimfa poprowadziła nas kilkaset metrów dalej. Naszym oczom ukazała się dziwna skała. Z daleka nie było tego widać, ale gdy podeszliśmy bliżej, zobaczyłam, że składała się ona z trzech segmentów. Środkowy mógłby się poruszyć, gdyby ktoś miał dość siły.
-Gotowi?-rzuciłam. Wszyscy potaknęli. Obróciłam się. Frank szedł obok Hazel. Jason próbował złapać Piper za rękę, ale ta jakoś dziwnie mu uciekała. Dziwne...
- W takim razie ruszajmy, szkoda czasu – Tanaida przerwała moje rozmyślania. Przesunęła kamień bez większego problemu i wskoczyła do środka. To ja zaufałam jej jako pierwsza, więc drugi krok należał do mnie. Raz, dwa... Skoczyłam. Zapach był obrzydliwy. Śmierdziało jak w stajni Augiasza, albo nawet gorzej. Kiedy wszyscy znaleźli się na dole, zrównałam krok z Tanaidą i zaczęliśmy wędrówkę. Czas zadać to pytanie.
- Dlaczego nam pomagasz ? – spytałam patrząc jej w oczy. Jak powtarzał mi ojciec, oczy to zwierciadło duszy, ale jej były ciągle smutne. Ciekawe, o co mogło chodzić...
- Można powiedzieć, że mam dług…
- Dług ? Według nas ? Ale ja cię nigdy w życiu nie spotkałam – Byłam tego pewna na sto procent. Na pewno bym ją zapamiętała.
- Nie… nie według was. No, może trochę, bo pomogliście Echo, ale to nie jest główna przyczyna.
Nie przerywałam jej tylko uśmiechnęłam się zachęcająco. Jednak nie spodziewałam się, że usłyszę coś tak smutnego.
-Miałam kiedyś dziadka-zaczęła-który wszystkiego mnie nauczył. Niestety nie przeżył. Kochałam go i strasznie za nim tęsknię. Ja... Wiem, że gdyby żył zrobiłby to samo. Chcę w pewien sposób mu się odpłacić. Ryzykuję swoje życie, aby pomóc innym. On...tak postępował.
Zamarłam. Mimo, że potrafiłam powstrzymywać emocje, w moich oczach zebrały się łzy.
- Dziękujemy – Zatrzymałam się i delikatnie ją przytuliłam. Po chwili wahania przytuliła się do mnie, by w następnej sekundzie się odsunąć.
- Nie ma sprawy-rzuciła-chodźcie. Musimy tam dotrzeć przed zachodem słońca. – Ostatni kawałek pokonaliśmy biegiem, aż dotarliśmy do małej drabinki – Prowadzi na tyły pałacu-wyjaśniła Tanaida.-gdy się tam pojawimy nikt nas nie zauważy.
Popatrzeliśmy po sobie.
- Chcesz iść z nami ? – Jason spojrzał jej z niedowierzaniem w oczy – Możemy zginąć, Gaja może nas zabić. Może zabić Ciebie.
- Wiem, ale chcę wam pomóc. Mimo wszystko. Mogę sięprzydać.
- Już wiele dla nas zrobiłaś – wtrącił Percy, ale ona pokręciła głową.
- Ja...muszę to zrobić, dobra? Po prostu się z tym pogódźcie. – zaczęła się wspinać, a ja ruszyłam za nią. Świeże powietrze sprawiło, że znów mogłam normalnie oddychać.
Kiedy wszyscy się wydostali, Thanaida nałożyła strzałę na cięciwę, nakazując nam gestem abyśmy byli cicho i naszykowali broń. Właśnie miałam sięgnąć po miecz, kiedy zobaczyłam coś, co wyparło wszystkie myśli z mojej głowy.
Na środku placu, tam gdzie kiedyś odbywały się zgromadzenia, stał Orion, przywiązując do pala nieprzytomną Thalię Grace.